Jak to wszystko się zaczęło

Witajcie,

W dzisiejszym poście, wcale nie o tym dlaczego wybrałam taki kierunek studiów, bo nie jest to ciekawa historia (tak naprawdę był to strzał – okazało się, że w dziesiątkę 😉 ), ale o tym jak my – rodzice musieliśmy przystosować się do nowej sytuacji.

O ciąży dowiedzieliśmy się w styczniu tego roku, byliśmy bardzo szczęśliwi :). Jednakże bardzo szybko okazało się, że ze względów zdrowotnych i bezpieczeństwa naszego syneczka musiałam od razu przejść na L-4. Nie spodziewałam się tego, szczerze mówiąc nawet nie brałam takiej ewentualności pod uwagę (dziwne, przecież logistyk powinien wziąć pod uwagę wszystkie możliwe opcje…). Lubię swoją pracę, czułam się w niej zawsze spełniona i usatysfakcjonowana (a pracuje jako specjalista ds. planowania wyrobów gotowych w fabryce pysznych wyrobów z mleczka). Zderzyłam się więc z nową sytuacją, zupełnie tego wcześniej nie planując.

Początki były trudne. Oprócz codziennych wizyt w toalecie i permanentnego uczucia nudności musiałam zmierzyć się również z uczuciem nudów z powodu braku zajęć. Zawsze miałam dużo do roboty. Jako dziecko chodziłam jednocześnie do dwóch szkół, potem dwa kierunki studiów na raz… W międzyczasie zaangażowana mocno w kościele. Nie byłam przyzwyczajona do wolnego. Jednak nie potrafiłam znaleźć sobie nic do roboty. Czułam się fatalnie fizycznie, ale również psychicznie. Dopiero wejście w drugi trymestr sprawiło, że zaczęłam pozytywniej patrzeć na swój stan i całą przyszłość :). Mogłam w marzeniach ubierać naszego małego bobaska w śliczne nowo zakupione ciuszki. Godzinami potrafiłam oglądać strony z łóżeczkami, czy akcesoriami dla dzieci. W końcu poczułam, że zostanę mamą, szczególnie gdy dostałam pierwsze kopniaki 🙂 .

Po drugim badaniu prenatalnym musieliśmy jednak zacząć patrzeć na nasze rodzicielstwo bardziej odpowiedzialnie. To właśnie wtedy dowiedzieliśmy się, że nasz synek będzie miał wrodzone stopy końsko – szpotawe. Na początku byliśmy załamani. Co prawda, mój mąż również urodził się z tą wadą, jednak po prostu się baliśmy. Czy podołamy finansowo, czy syn będzie cierpiał, jak zniesie leczenie, dlaczego go to spotkało… Miałam w głowie wiele pytań, na które nie byłam w stanie wtedy znaleźć odpowiedzi. Szybko jednak okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Pomogła mi grupa zamieszczona na najpopularniejszym portalu społecznościowym. Znalazłam tam wiele dobrych informacji, wsparcia i zaczęłam na wszystko patrzeć bardziej pozytywnie. Choć wciąż się bałam. A po urodzeniu synka dopiero miałam się przekonać jakie wyzwania czekają na nas i jak bardzo przydadzą mi się moje logistyczno – planistyczno – zarządcze predyspozycje. Co było dalej? Dowiecie się następnym razem 😉

Czasem przerażona Mama

Zapracowany  Logistyk

Czy odkryłeś/aś już w sobie zadatki na Logistyka? Podziel się swoimi spostrzeżeniami!