Mama Logistyk po przejściach

Witajcie,

Dziś kontynuacja wpisu o naszym syneczku.

Gdy zatem dowiedzieliśmy się o chorobie synka, zrozumieliśmy, że nie będzie tak kolorowo jak sobie wyobrażaliśmy. Ciąża przebiegła ogólnie bez komplikacji, raz w 32 tygodniu byłam w szpitalu z powodu kolki jelitowej. Ale nie o tym chciałam pisać 😂.

Przez cały okres mojego błogosławionego stanu (Szczerze mówiąc, po tym co przeszłam w pierwszym trymestrze zaczęłam się zastanawiać skąd ta nazwa – zupełnie nie czułam się błogosławiona, a wręcz przeciwnie. Dopiero po porodzie zaczęło brakować mi mojego okrągłego brzuszka, słodkich kopniaków i doszło do mnie, że za mało doceniałam te naprawdę błogosławione chwile 🥰 – może przy kolejnej ciąży zmienię swoje nastawienie 😅😆) byłam pewna, że synek urodzi się przed czasem. Po prostu to czułam i chyba bardzo tego chciałam. Jako Pani Logistyk miałam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Wizja puchniejącego z każdym dniem ciała bardzo mnie przerażała, do tego trudności z poruszaniem się, czy schylaniem sprawiały, że oczekiwałam na ten dzień już od 38 tygodnia. On jednak nie nachodził. Dodatkowo moją frustrację pogłębiały dochodzące ze wszystkich stron ciągle pytania „Czy to już…?”. NIE, NIE JUŻ. POWIEM WAM JAK BĘDZIEMY PO!!  Czy to tak trudno zrozumieć…? – to były oczywiście moje myśli 😝. (Wszystkich znajomych i rodzinę, którzy zadawali mi te pytania przepraszam, nie bierzcie tego do siebie 🤣).

Zatem minął dzień terminu, byłam coraz bardziej spięta. Bałam się, że nie rozpoznam skurczy porodowych, albo że odejdą mi wody jak mąż będzie w pracy. Nic takiego się nie wydarzyło 🙃. Aż 4 dni po terminie pojechaliśmy do szpitala, w którym pracuje nasz lekarz żeby sprawdzić czy wszystko jest OK. Okazało się, że mam za mało wód, a na poród się nie zanosi. Lekarz zaproponował wywołanie. Dopiero wtedy do mnie doszło, że już nie ma odwrotu, urodzę i kropka. Jakoś wcześniej spodziewałam się, że to będzie z nienacka, a tak całą noc myślałam jak to będzie, czy dam radę. Nie ukrywam, że mam bardzo niski próg bólu, a u dentysty nawet małe dziurki w zębach leczę ze znieczuleniem – i nie wyobrażam sobie inaczej!! 🤣😂

Następnego dnia o 6:00 rano się zaczęło, kroplówka i heja! 💉 Z początku skurcze były słabe i nawet się cieszyłam, że tak dobrze to znoszę🤪. Nie będę tu opisywać porodu, nie martwcie się, ale wierzcie mi, było to najtrudniejsze 28 godz. mojego życia. Bez jedzenia, snu, bez widzenia na horyzoncie końca tej udręki ☠️. Ostatecznie poród zakończył się cesarskim cięciem, czego opisywać też nie będę. Przeżyłam więc tak jakby dwa porody, a nasz syneczek w końcu pojawił się na świecie, 6 dni po terminie, choć bardzo nie chciał opuszczać brzuszka mamusi🤰👼🏻. Byłam z siebie bardzo dumna, wszystko bez znieczulenia 💪💪 (oprócz cesarskiego cięcia rzecz jasna 😝😅). Ale u dentysty i tak nie odważę się robić zębów bez zastrzyku 🦷😂. Diagnoza w sprawie stóp końsko – szpotawych potwierdziła się, a mąż umówił nas na pierwszą wizytę do Krakowa. 👣👣👣

Wszystko było inaczej niż myślałam, inaczej niż sobie w głowie poukładałam. To nie znaczy, że było gorzej. Na pewno było wyjątkowo.

Nauczyło mnie to wielu rzeczy. Zakochałam się w moim mężu na nowo 🥰. Zrozumiałam jak wiele drzemie we mnie siły 💪. I przede wszystkim dotarło do mnie, że do planów w mojej głowie powinnam podchodzić z większym dystansem.

Silna Mama

Niezdystansowany Logistyk

Czy odkryłeś/aś już w sobie zadatki na Logistyka? Podziel się swoimi spostrzeżeniami!